Instagram

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

27# Niall cz.10

Dzisiaj Niall czesc 10.

Zachecam do komentowania :*

Milej lektury. <3

--------------------------------------------

- Tak ty. Od czasu, gdy dowiedziales sie, ze bede ojcem jestes zamkniety w sobie. Powiedz co jest nie tak.
- Dobra masz racje. Bardzo sie ciesze, ze zostaniesz ojcem, ale chcialbym tez nim zostac w najblizszej przyszlosci. - wydusil z siebie Horan.
- Nie martw sie. Zostaniesz nim na pewno juz nie dlugo, jak sie postarasz. - usmiechnal sie do ciebie Malik.
- Zeby to bylo taki proste. - zasmucil sie bladyn.
- Cos nie tak? - zapytal brunet.
- Wydaje mi sie, ze Gabi nie chce jeszcze dzieci. - odwrucil wzrok.
- Napewno sie mylisz. Kazda kobieta chce zostac matka. Ona tez. - pocieszal przyjaciela.
- Tak myslisz? - niedowierzal.
- Na pewno. Musze juz wracac. W domu czeka niezapokojona zona, u ciebie pewnie tez.
- Tak. Wracajmy.

* oczami Gabi.

- Gdzie on jest, gdzie sie podziewa. Jest juz pozno, a jego od rana nie ma. Mam nadzieje, ze sie nic mu nie stalo. - mowilas na glos.
Chodzilas od jednego okna do drugiego, by sprawdzic czy juz przyjechal. Mialas juz dzwonic na policje, ale na szczescie do domu wszedl twoj maz.
- Gdzie byles? Co tak dlugo? - zaczelas krzyczec na niego.
- Z Zaynem. Zagadalismy sie. Martwilas sie? - zapytal.
- Oczywiscie, ze tak glupku. Jak mialam sie nie martwic?! Przeciesz jestes moim mezem. Juz mialam dzwonic po policje.- uwiesilas sie na jego szyji i czule pocalowalas w usta.
- Na policje?
- Tak. Dobrze, ze juz jestes. - i znowu sie pocalowaliscie.
- O czym rozmawialiscie? - zapytalas.
- O.. Nie wazne. - usmiechnal sie.
- Aha.. Meskie sprawy?
- Tak. Jest cos do jedzenia? - zmienil zdanie.
- W kuchni, w loduwce na pewno cos sobie znajdziesz.
- Nie obrazaj sie.
- Nie obrazam, tylko...
- Tylko co? - przyciagnal cie do siebie.
- Tylko mogles napisac liscik, ze wychodzisz.- usmiechnelas sie.
- Nastepnym razem nie zapomne. - pocalowal cie.
- Nie bedzie nastepnego razu.
- Jak to? - zmartwil sie Bladyn.
- Tak to.- bawilas sie z nim.
- Czyli? Nie kochasz mnie?
- Niall idoto jak mozesz tak mowic!? Przeciesz cie kocham.
- To wytlumacz mi to.
- Co? - zapytalas zdziwiona.
- No to, ze nie bedzie nastepnego razu?.
- Ze juz nigdzie cie nie poszcze samego. - usmiechnelas sie, a on cie pocalowal.
- Ja ciebie tez.
Wziol cie na rece, zaniosl do sypialni i polozyl na lozku.
- Niall co ty robisz? - zapytalas.
- Domysl sie. - calowal cie po szyji.
- Niall... Przestan. - krzyknelas.
On z ciebie zeszedl i popatrzyl ci sie w oczy.
- Przepraszam nie chcialem. Jak nie chcesz to nie. Nie bede nalegal. - zeszedl z lozka.
- Niall.. Poczekaj to ja przepraszam. - wstalas z lozka.
- Nie przepraszaj. To moja wina, ze nie chcesz tego. Co ze mna nie tak? - spojrzal na ciebie.
- Nic. Jestes cudownym, kochanym mezem. - wzielas go za reke.
- To czemu wzlekasz. Nie chcesz miec dzieci? - puscil cie.
- Niall.. Ja chcialam ci to powiedziec wczoraj wieczorem.... - zaczelas.
- Co! Co chcialas powiedziec? Co? -  nalegal.
- Mysle, ze jestem w ciazy.
- Jak to myslisz?
- Nie jestesm pewna na 100%. Wczoraj wieczorem czulam sie zle i nie moglam spac.
- A robilas test? - zapytal.
- Nie. - odpowiedzialas krotko.
- Dlaczego? - zdziwil sie Niall.
- Balam sie. - lzy zaczely ci splywac po policzku.
Niall cie mocno przytulil i szepnal do ucha.
- Chodzmy spac, a jutro kupimy test. - kiwnelas glowa i polozyliscie sie spac.

* nastepny dzien.

Obudzilas sie, ale obok ciebie nie bylo Horana. Zmartwilas sie, ze tak wczesnie gdzies poszedl. Wstalas i poszlas cos zjesc. Konczylas posilek, a do domu wszedl twoj maz.
- Juz jestem kochanie. - pocalowal cie na przywitanie.
- Gdzie byles?
- W aptece.
- Boje sie.
- Czego?
- A jak test wypadnie negatywnie?
- Nawet o tym nie mysl. - przytulil cie.
- Jadles cos?
- Nie.
- To dobrze. Zjedz te kanapki, bo juz nie zjem. - usmiechnelas sie do niego.
Zjedliscie sniadanie i poszliscie do sypialni. Przeczytalas instrukcje i poszlas do lazieki. Dlugo nie wychodzilas z niej, wiec Niall postanowil do ciebie wejsc.
- Wszystko w porzadku? - zapytal.
- Niall....

--------------------------------------------

Czytasz=koment.

Brak komentarzy: